Loading
napisalem poemat, ma dziesiec czesci, jego tytyl to spotkajmy się, najpierw wyslę pierwszy wiersz:napisalem poemat, ma dziesiec czesci, jego tytyl to spotkajmy sie, najpierw wysle pierwszy wiersz
napisalem poemat, ma dziesiec czesci, jego tytyl to spotkajmy się, najpierw wyslę pierwszy wiersz:
I
Wyrastamy ku niebu, a ono świeci rzuca nami w cień płaski.
Jak gnomon zegara dniem stoimy, obrotem karuzeli dojrzewamy do koła nocy; kładziemy się w niemierzalnym.
Gdzie łamie się przegub czasu: najstarszy głos usypia w rozwartym spojrzeniu, gdzie brokat z popiołem obleka nas w kokony i kołysze lekko w powtórzeniu, w półistnieniu.
Nic niezdolne nas ochronić, zanim skosztowaliśmy soków, napełniliśmy twarze pod przykryciem tą samą mocą koloru; owoc pełen słodkości to wyraz szału ryzyka i bezwstydu; jesteśmy też my. Wystraszeni wyszliśmy przez błonę, upadając na ziemię sadu, na sam spód otwartej krainy.
Tutaj wszystko tylko gości Natura: ty, co wznosisz każdym rankiem opustoszałe kościoły, ty, co kładziesz każdej nocy cmentarz bez ciała, pośród marszu żuka i powiewu liści liczy się dla czyjej ręki leżeć będziemy w tej obcej trawie?
Miejsce. Pieśń życia nie ma swojego miejsca.
Przez fanfary migoczą na polu bitwy, znowu i znowu strzępy biało-czarnych flag, przez jęk syren blednie rytm światła dalekiej latarni. Nikt nie zaprzeczy, nawet arlekin przykryty kostiumem z kolorowych rombów, powaga, opuszczona przez śmierć, prześmiertna, sama wiedzie swój żywot, przechodzi przez nas świętym przekonaniem, chwilą nieskróconą, ciągnącą dalej; tylko dalej za rozebranym motylem i pieśnią nieznaną; zdaje się, ze to ona wybawia kolorowe kropki na powierzchni skrzydeł z niemowy obrazu. Gdzie?
Gdzie przepoczwarzony Motyl odnajdzie wspólną obcość, gdzie usłyszy to, czym będzie? Jak nie w wietrze, który odpuszcza mu spojrzenie naszych twarzy, pod liść, który uschnie w otwartych ustach.
Niech wniesie się w nas to, co wiedziona ciekawością ręka skradła siatką: tę ciszę lotu z oddalenia uchwycaną, najbliższym krokiem myślenia, śladowym i pytaniem zakończonym; ty motylu przypominasz nam, zanurzony znak; to ten strach ryby głuchy na głosy spoza sideł, na wszelkie próby wmawiania jej: „jest uwięziona”. Boi się niezmiernie i wpływa w oczka siatki; nie wie, po prostu nie wie, nie widząc wody ani siebie, że ucieka. A jednak wykonuje ten ruch nie dla siebie, z cudnym oddaniem, jakby było to jej przeznaczone wystawiać obłe łuski uczucia poza siebie, sama jest drzwiami i uchyla je, bądź zamyka niewiadomo dla kogo i dlaczego.
Czy wszystko, co nie jest ludzkie potrafi być, jak to być absolutnie: poważne?
This analysis is in the same language as the poem, so a separate translation was not needed.